czwartek, 15 stycznia 2009

Z wizytą w Dellu

Załatwienie wizyty w Dellu wymagało trochę zachodu, zwłaszcza dla początkujących blogerów, takich jak my. Podejrzewam, że łatwiej poszłoby nam, gdybyśmy organizowali wycieczkę klasową w gimnazjum. Kiedy organizowaliśmy ten wyjazd nasunęło mi się skojarzenie z wycieczką zawodoznawczą jaką miałem w ósmej klasie szkoły podstawowej (sic! jesteśmy tak starzy, że pamiętamy te czasy), do jakiegoś zakładu pracy, ale niewiele miało to wspólnego z tym co nam było dane zaznać dziś.

Cudem udało mi się zdążyć na pociąg, bo budzik akurat postanowił zastrajkować.

Pozostała trójka już czekała na dworcu, który pachniał wyjątkowo intensywnie (tak jak tylko Dworzec Centralny pachnieć potrafi). I wcale nie wyglądali wcale jakby wczoraj odwiedzili knajpę.

Już na samym początku zaskoczenie. Na peron wjechał pociąg, który nie przypominał znanych nam składów. Podobny raczej do metra. Jednakże nie wśród wszystkich wzbudził entuzjazm. Ten od telefonów, stwierdził, że to nie jest prawdziwy pociąg, bo nie ma przedziałów. Przez całą drogę dowodził dlaczego stare pociągi są lepsze. Jak się okazało w swoim malkontenctwie nie był osamotniony. Fakt, siedzenia były trochę niewygodne.

Taksówka powiozła nas ulicą o bardzo długiej nazwie na Olechów do fabryki Della.


Już z zewnątrz robi wrażenie. Jest po prostu ogromna, a to że wokół niej nie ma w zasadzie innych budynków (oprócz siedzib firm kooperujących) potęguje to wrażenie.

Od samego wejścia wszystko wygląda na doskonale przemyślane. Tuż za recepcją jest okno, przez które można spojrzeć do imponującej serwerowni. Okazało się to jednak, że to zaledwie przedsmak tego co nas czeka. W następnym pomieszczeniu ustawiono egzemplarze pokazowe, zarówno laptopy jak i desktopy.


Oglądając skupiliśmy się na tych pierwszych, w końcu to je się w Łodzi produkuje. Szczerze mówiąc to każdy z egzemplarzy który widzieliśmy z chęcią miałbym u siebie.

Były tam komputery wszystkich przeznaczeń, zarówno domowe: Inspirion, Studio, XPS, jak i te do zadań profesjonalnych: Latitude, Precision i Vostro. Za notebookami ustawione były różne wzory obudów, które można wybierać przy konfiguracji komputera.

Linia Inspiron przeznaczona jest dla 'zwykłego zjadacza chleba', cechują się matrycą 15,4'' oraz zintegrowaną karta graficzną Intel X3100. Wśród pozycji z tej linii znajduje się Dell Mini, któremu poświeciliśmy poprzednią notkę.


Linia Studio to produkty bardziej zaawansowane, 15 i 17'', z lżejszymi obudowami, ciekawymi stylistycznie, np. takie:

Lub takie:


Linia XPS (dla 'graczy') to komputery z 13 i 15 calowymi matrycami. Przeznaczone są dla wymagających użytkowników, potrzebujących komputerów do multimediów.

Większość z tych produktów już 'znaliśmy' wcześniej, ale z takim nagromadzeniem spotkaliśmy się pierwszy raz.

Bawiliśmy się między innymi fantastycznym tabletem Latitude XT


Zainteresowanie budził także XPS M2010, który niezupełnie wygląda jak laptop, chyba że porównamy go do sporej walizki. Po drugiej stronie sali ustawione były desktopy.

Niestety z powodu braku czasu nie mogliśmy przetestować stanowiska dla graczy, z przygotowaną już kierownica i pedałami.

Drugim etapem, było zwiedzanie samej części produkcyjnej. Niestety nie dane nam było zrobienie własnych zdjęć, dlatego też tez zamieszczone pochodzą z bazy zdjęć Della.

Hala jest ogromna, a i tak jak na razie działają tylko trzy linie (kolejne zostaną prawdopodobnie przygotowane w dość krótkiej przyszłości, wraz z przenosinami z Limerick).

Mnie zaskoczył hałas, jak dla mnie było dosyć głośno. Pracownicy pracują we własnych ubraniach. A sporą grupę stanowią kobiety.

Mogą mieć odtwarzacze MP3 i słuchawki na uszach. To także zaskoczyło, bo fabryka komputerów, zawsze kojarzy się raczej niemal ze szpitalną sterylnością. Podobno był to wybór pracowników, którzy mieli możliwość zdecydowania, czy chcą nosić fabryczne uniformy, czy własną odzież.

Na jednej ze ścian znajdowała się tablica wyników, rekordziści składają po ponad 20 komputerów na godzinę, a najlepszy wynik to bodajże 29.

W Dellu nie ma osobnych magazynów. Zgromadzone części wystarczają zaledwie na dwie godziny pracy. Tyle samo czasu mają kooperanci na dostarczenie zamówionych komponentów.

Po złożeniu zamówienia wszystkie części zostają przygotowane na tacy.


Jest śledzona drogą radiową na terenie fabryki przez cały czas produkcji. Jeden pracownik składa komputer od początku do końca.

Pierwszym etapem jest montaż matrycy, do wybranej przez klienta obudowy. Po złożeniu komputer poddaje się wstępnym testom. Następnie wgrywa się system operacyjny, po czym następuje dokładne sprawdzenie. Komputer wraz ze dokumentacją i dodatkami jest pakowany (maszyna do tego przeznaczona jest fantastyczna, godzinami można się przyglądać jej pracy ;). Ostatnim etapem jest załadunek na samochód i wysyłka do klienta. Nie będzie ona miała miejsca jeśli całość zamówienia nie jest kompletna (czyli jeśli zamówienie obejmuje 100 komputerów i 99 jest zapakowanych i gotowych do wysyłki, a tylko jeden nie przeszedł testów, to wszystkie pozostałe i tak czekają na dokończenie zamówienia).

Należy dodać, że każda część jest zaopatrzona w kod kreskowy, a każdemu etapowi produkcji towarzyszy skanowanie komputera i wszystkich części.

W każdej chwili można więc określić co się z danym produktem dzieje i na jakim etapie się znajduje.

Fabryka bez wątpienia zrobiła wrażenie na całej naszej czwórce, nawet mimo tego, że wyobrażaliśmy sobie ją trochę inaczej. Funkcjonowanie 1800 osób (docelowo może tam pracować 3000, i pewnie wkrótce tyle będzie) wymaga niezwykłej sprawności w organizowaniu i to było widać. Wszystko się chyba jeszcze dociera, bo w trakcie naszej wizyty dwukrotnie siadało zasilanie. Cały zakład, zarówno linie produkcyjne jak i cześć pokazowa (Focal Point) przechodziły zasilanie awaryjne z agregatów. Mimo wszystko, zakład Della jest obiektem, którym możemy się na świecie pochwalić.
A na koniec zdjęcie, dokumentujące, że Dell mógł mieć w Łodzi własną ulicę. Z planów nic nie wyszło, pozostały jednak tabliczki. Jedna z nich zawisła w Dellu:


dodajdo.com

6 komentarzy:

  1. Czuję się wywołany do tablicy, więc ripostuję- nie tylko mi nie przypadły do gustu nowe pociągi. Ba, identyczne "pociągi" jeżdżą po Wawie jako tramwaje ! A ja, jako miłośnik kolei nie moge się na to godzić ! Normalne przedziały to wygoda, miejsce na nogi, otwierane okno, możliwośc puszczenia dymka w przedziale dla palących. No i nostalgia... Zatem - walczmy o normalne pociągi, tramwaje niech zostaną w miastach !

    Sama fabryka rzeczywiście szacun, najlepszy był tablebook - na fotce widać , jak mnie wkręcił :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nowoczesność Was mierzi widzę Panie Futuristo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nowoczesność? Nowoczesny to jes pociąg TGV :) Robienie z tramwajów pociągów to raczej wsteczność. Zresztą jak można wyczytać w linkowanym artykule, Łodzianie też mają dosyć tych "super" pociągów...

    OdpowiedzUsuń
  4. ŁODZIANIE to malkontenci znaczy się? taaak?

    OdpowiedzUsuń
  5. Cicho! Wynocha!

    Wolę tradycyjne pociągi (lepiej i wygodniej się śpi), ale jeśli chodzi o takie podróże "krótkodystansowe" (Warszawa - Łódź, anyone?), to niech sobie będzie i "tramwaj".

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakość laptopów spadła tak na pysk żę aż dziw bierze. Mamy prawie 100 laptopow po prawie 10 tys zł za sztuke- ok 50 ląduje w serwisie w pierszym roku uzytkowania lub wystepuja problemy ktorych serwis nie uznaje za podlegajace gwarancji - np. poluzowanie obudowy. kilka lat temu tak sie nie dzialo....

    OdpowiedzUsuń